Swedish Jazz Orkester – co to za gatunek muzyczny?

Znasz szwedzki jazz orkiestrowy? To coś więcej niż tylko głośne big bandy. Cała ta historia zaczęła się w Skandynawii już w latach 50. i choć muzycy czerpali garściami z nowojorskich klubów, szybko stworzyli coś własnego. Fundamentem były orkiestry radiowe i wojskowe, które z czasem stały się miejscem dla prawdziwych innowatorów. Połączyli oni swing z nordyckim folklorem i muzyką taneczną, a później dorzucili do tego fusion i elektronikę. Dzięki tej odwadze Szwecja wyrosła na jeden z najważniejszych ośrodków big-bandowych w Europie. Ich brzmienie jest chłodniejsze i bardziej melodyjne niż to, co słyszysz w amerykańskich oryginałach.

Początki i wpływ pionierów na rozwój gatunku

Szwedzki jazz nabrał rozpędu w latach 30. i 40., a za wszystkim stał Thore Ehrling. Ten gość jako lider i świetny muzyk spopularyzował jazz w głównym nurcie, zwłaszcza gdy w 1933 roku do Sztokholmu przyjechał Louis Armstrong. Ten koncert zadziałał jak zapalnik i zainspirował lokalnych twórców do pisania własnych, rozbudowanych aranżacji. Wtedy też na scenie brylował trębacz Gösta Törner. Myślę, że to on był pierwszym tak zdolnym solistą w kraju, który faktycznie budował podstawy pod tamtejszy jazz orkiestrowy. W tamtych latach rządził swing i muzyka taneczna, co przyciągało tłumy do klubów i dawało solidną bazę kolejnym pokoleniom.

Radiobandet Harry’ego Arnolda i złota era lat 50.

Prawdziwe złote lata to dekada po 1950 roku. Wtedy pojawiła się orkiestra radiowa Harry’ego Arnolda, czyli słynne Radiobandet. Założyli je w 1956 roku i szybko stali się najbardziej rozpoznawalnym szwedzkim big bandem w historii. Nie grali tylko czystego jazzu, bo często towarzyszyli wokalistom i grali do tańca, dzięki czemu trafiali do mnóstwa ludzi przez radio. Bardzo ważna była ich współpraca z Quincym Jonesem w 1958 roku. Jones dodał im prestiżu i udowodnił, że Szwedzi mogą bez kompleksów rywalizować z najlepszymi składami z USA. Wtedy serce jazzu biło w sztokholmskim klubie Nalen. Występowali tam lokalni mistrzowie, ale też takie legendy jak Charlie Parker czy Stan Getz.

Charakterystyka brzmienia swedish jazz orkester

Swedish jazz orkester to miks tradycji big-bandowej z lokalnym klimatem. Szwedzi odeszli od agresywnego grania prosto z Nowego Jorku na rzecz czegoś spokojniejszego i bardziej melodyjnego. Zauważyłem, że ta zmiana stała się jeszcze wyraźniejsza w latach 70., gdy do głosu doszło jazz-fusion.

Oto co ich wyróżnia:

  • duże składy, które dają głębokie brzmienie,
  • aranżacje oparte na precyzyjnych riffach i zgraniu sekcji dętej z rytmiczną,
  • zapożyczenia z nordyckiego folkloru, ale też muzyki arabskiej, afrykańskiej czy rocka,
  • nowatorskie solówki, z których słynął puzonista Elje Thelin,
  • balans między trzymaniem się partytury a miejscem na improwizację.

Ewolucja od orkiestr wojskowych do nowoczesnych składów

Sporo dzisiejszych zespołów zaczynało w strukturach państwowych. Norrbotten Big Band i Bohuslän Big Band powstały na bazie dawnych orkiestr wojskowych. Gdy te formacje stały się zawodowymi składami jazzowymi, muzycy zachowali techniczną dyscyplinę, ale otworzyli się na nowoczesne granie. W latach 70. pojawiło się mnóstwo amatorskich i szkolnych big bandów. To pokazuje, jak mocno jazz siedzi w szwedzkiej edukacji. Ważną rolę odegrał też klub Stampen otwarty w 1968 roku. Tam Ove Linde dbał o styl Benny’ego Goodmana, przypominając ludziom o korzeniach gatunku, gdy wszyscy dookoła słuchali rocka.

Infrastruktura klubowa i wsparcie instytucjonalne

Bez wsparcia instytucji i kultowych miejsc szwedzki jazz orkiestrowy pewnie by tak nie rozkwitł. Szwedzka Federacja Jazzowa zbudowała sieć klubów, które promują muzykę improwizowaną do dziś. Najważniejsze miejsca to:

  1. Fasching w Sztokholmie – działa od 1977 roku i jest jedną z najważniejszych scen w Europie.
  2. Nefertiti w Göteborgu – tam usłyszysz bardziej progresywne i eksperymentalne formy.
  3. Jeriko w Malmö – ważny punkt na południu kraju, który stawia na różnorodność.
  4. Klub Nalen – historyczne miejsce z lat 50., które wychowało pokolenia fanów.

Dzięki tym klubom jazz nigdy nie zamknął się w studiach nagraniowych. On zawsze żył tam, gdzie była publiczność.

Ponadczasowa harmonia północnych aranżacji

To, co zostawiły po sobie orkiestry Harry’ego Arnolda i Thore’a Ehrlinga, to baza, na której wciąż wyrastają nowi artyści. Szwedzki jazz orkiestrowy przetrwał próbę czasu, bo potrafił dopasować się do trendów – od sal balowych po festiwale fusion. Połączenie północnej melancholii z amerykańskim rytmem to świetny towar eksportowy ich kultury. Cały czas zaskakują precyzją i tym, że nie boją się szukać nowych brzmień.

Udostępnisz?