Supergroup – co to za gatunek muzyczny?

Słysząc hasło „supergrupa”, pewnie od razu myślisz o zespole, w którym grają sami wielcy gracze. To formacja złożona z ludzi, którzy wyrobili sobie nazwisko w swoich starych kapelach albo po prostu robili karierę solową. Choć kojarzymy to głównie z rockiem, podobne rzeczy dzieją się w jazzie – tam po prostu mówi się o składach „all stars.” Kiedy powstaje taka grupa, media szaleją, a fani zacierają ręce jeszcze przed pierwszą płytą. Marketerzy widzą w tym świetny interes, a my mamy po prostu wielkie oczekiwania co do muzyki.

Czym dokładnie charakteryzuje się supergrupa muzyczna?

To, czy zespół nazwiemy supergrupą, zależy od tego, kto w nim gra. Mamy do czynienia z ludźmi z dorobkiem, więc od razu patrzymy na nich jak na projekt wielkich nazwisk. Często takie składy działają tylko przez chwilę albo jako odskocznia od głównej roboty muzyków. Weźmy taką Asię – spotkali się tam ludzie z Yes, King Crimson i Emerson, Lake & Palmer. Inny przykład to A Perfect Circle, gdzie siły połączyli artyści z Toola i Primusa.

Artyści nie zawsze robią to dla kasy. Czasem po prostu chcą poeksperymentować z czymś nowym, tak jak Liquid Tension Experiment, gdzie muzycy Dream Theater poszli w zupełnie inną stronę. Innym razem chodzi o konkretny przekaz – u nas w Polsce dobrym przykładem jest 2Tm2,3. Bywa też, że muzycy chcą po prostu razem poimprowizować w konkretnym klimacie, co robi formacja Karkhana, czerpiąca z tradycji Bliskiego Wschodu. Te projekty często kończą się tak szybko, jak się zaczęły. Nagrają jeden album, jak SuperHeavy z Mickiem Jaggerem i Damianem Marleym, i tyle ich widzieliśmy.

Pierwsza supergrupa i narodziny zjawiska w latach 60.

Za ojca wszystkich supergrup uznaję brytyjskie trio Cream, które grało w latach 1966–1968. Skład mieli mocny: Eric Clapton (z The Yardbirds i Bluesbreakers), Jack Bruce (Manfred Mann) i Ginger Baker (Graham Bond Organisation). Dopiero w 1969 roku magazyn „Rolling Stone” użył wobec nich określenia „supergrupa,” i tak już zostało.

Cream pokazało wszystkim, że nawet jeśli zbierzesz grupę upartych talentów, to możesz stworzyć coś, co wywróci rocka do góry nogami. Ich sukces udowodnił, że takie połączenie charakterów daje brzmienie, którego nie dałoby się wykręcić w ich macierzystych zespołach.

Najważniejsze formacje rockowe i metalowe w historii

Historia muzyki jest pełna projektów, które stały się kultowe dzięki swoim gwiazdorskim składom. Wiele z nich brało szturmem listy przebojów i sceny koncertowe, zostawiając trwały ślad w rocku.

– The Traveling Wilburys – myślę, że to jeden z najbardziej prestiżowych projektów, gdzie obok siebie stanęli George Harrison, Bob Dylan, Tom Petty, Jeff Lynne i Roy Orbison,
– Velvet Revolver – ostra mieszanka, w której Slash, Duff McKagan i Matt Sorum z Guns N’ Roses zagrali ze Scottem Weilandem ze Stone Temple Pilots. Ich płyta „Contraband” sprzedała się świetnie,
– Audioslave – tutaj głos Chrisa Cornella z Soundgarden spotkał się z sekcją rytmiczną Rage Against the Machine, co dało nam kilka świetnych płyt na początku wieku,
– Them Crooked Vultures – to nowszy przykład, gdzie Dave Grohl, Josh Homme i John Paul Jones z Led Zeppelin pokazali klasę,
– Mad Season – krótki projekt grunge’owy z Mikiem McCready’m z Pearl Jam i Layne’em Staley’em z Alice In Chains,
– Crosby, Stills, Nash & Young – prawdziwa ikona folk-rocka i jedna z najwcześniejszych kolaboracji tego typu.

W świecie metalu supergrupy trafiają się rzadziej, ale jak już są, to konkretne. Mam na myśli Down pod wodzą Phila Anselmo z Pantery czy industrialny projekt Nailbomb Maxa Cavalery. Nie zapominajmy o S.O.D. (Stormtroopers of Death), który wyznaczył kierunek dla całego crossover thrashu.

Polskie supergrupy i projekty specjalne

Zauważyłem, że polska scena też ma swoje przykłady. Już w latach 60. mieliśmy Polan, których tworzyli muzycy z Czerwono-Czarnych i Niebiesko-Czarnych. Później pojawiały się projekty ludzi z Myslovitz czy wspomniane 2Tm2,3. U nas takie współprace często służą do robienia czegoś innego, na specjalną okazję lub po prostu dla eksperymentu. Polska branża chętnie sięga po ten model, żeby stworzyć coś, czego nie słychać na co dzień.

Sukces komercyjny a pułapki współpracy gwiazd

Robienie supergrupy to stąpanie po cienkim ludzie. Z jednej strony znane nazwiska przyciągają media i gwarantują sprzedaż, ale z drugiej – dogadanie się kilku silnych osobowości graniczy z cudem. Często kończy się na jednej płycie, bo muzycy wolą wrócić do swoich starych śmieci. Choć te zespoły znikają szybko, wnoszą do muzyki świeżość, której nigdzie indziej nie znajdziesz. To zawsze wynik spotkania talentów, które normalnie mogłyby się nigdy nie przeciąć.

Trwałe dziedzictwo muzycznych kolaboracji

Udostępnisz?