Argentyński rap undergroundowy, znany szerzej jako rap underground argentino, to surowa i bezkompromisowa kontra dla całego tego komercyjnego nurtu muzyki miejskiej. Wszystko tutaj opiera się na szczerości, agresywnych bitach i tekstach, które walą prosto z mostu o tym, jak wygląda życie na ulicach Buenos Aires, Rosario czy Córdoby. Zapomnij o mainstreamowym trapie czy reggaetonie – niezależna scena w Argentynie stawia na zasadę zrób to sam. Artyści sami produkują, wydają i promują swoje rzeczy. Mikrofon to dla nich narzędzie walki, sposób, żeby wykrzyczeć prawdę o biedzie i politycznym bagnie.
Czym charakteryzuje się brzmienie argentyńskiego rapu undergroundowego?
Brzmienie argentyńskiego podziemia wyrasta z klasycznego boom-bapu, prosto ze złotej ery hip-hopu w Stanach. Bity są twarde, dynamiczne i celowo surowe – nikt tu nie wygładza dźwięku pod radio. Ciekawi mnie zawsze to, jak sprytnie raperzy wplatają tam swoje lokalne klimaty. Często usłyszysz bity z domieszką latynoskich rytmów, takich jak cumbia czy reggaeton, ale one wciąż brzmią brudno i agresywnie.
Teksty to serce tej muzyki. Piszą po hiszpańsku, ale używają mnóstwa metafor, szybkiego flow i lunfardo, czyli ich ulicznego slangu. Artyści opowiadają o tożsamości i o tym, jak przetrwać, kiedy w portfelu pusto. Najważniejsze elementy tej twórczości to:
– agresywne teksty o polityce i nierównościach,
– zabawa słowem i skomplikowane rymy,
– sample z lokalnej muzyki wplecione w surowy boom-bap,
– szczery przekaz i bliska relacja z ludźmi.
Początki hip-hopu w Argentynie: od lat 90. do złotej ery
Hip-hop w Argentynie nie wziął się znikąd. Przenikał do kraju powoli, głównie przez filmy i telewizję w latach osiemdziesiątych. Dopiero dekadę później zaczęła się budować prawdziwa scena, która przeszła drogę od hardcore’u do pierwszych lokalnych kawałków. Tacy ludzie jak Jazzy Mel przecierali szlaki, choć podziemie wciąż było małe. Widzę tu duży wpływ światowych hitów, choćby od Dr. Dre czy Cypress Hill – ich latynoskie korzenie mocno trafiły do młodych z Buenos Aires.
W połowie lat dziewięćdziesiątych nie było klubów rapowych, więc chłopaki wbijali na koncerty hardcore’owe i tam walczyli o szacunek. Przełomem była składanka „Nación Hip Hop”, która zebrała tych wszystkich ludzi w jedną ekipę i pokazała, że argentyńskie rymowanie ma sens. Potem artyści tacy jak Illya Kuryaki & The Valderramas zaczęli mieszać rap z lokalnymi brzmieniami i tak powstała dzisiejsza różnorodność.
Kluczowe ośrodki: rola Buenos Aires i Rosario w budowaniu sceny
Wszystko kręciło się wokół Buenos Aires i Rosario. W stolicy kultura rosła organicznie przy Obelisku, gdzie spotykali się b-boye, albo w klubach typu Metro w Merlo. DJ Hollywood robił tam świetną robotę. To tam narodziła się ta cała społeczność oparta na graffiti i mixtape’ach, która potem rozeszła się na inne miasta, jak Mendoza czy Córdoba.
Rosario też miało swoje do powiedzenia dzięki takim osobom jak Mike Dee z grupy Bola 8. Ich płyta „El sonido de la calle” to absolutna podstawa. Grali surowo, prosto z ulicy i ten styl stał się ich znakiem rozpoznawczym. Kiedy pojawiły się składy typu Natural Rap czy AMC, stało się jasne, że argentyńskie podziemie ma silne korzenie także poza stolicą. Każde z tych miejsc dołożyło do gatunku własną energię.
Wielowymiarowość stylistyczna i społeczne zaangażowanie tekstów
Ten świat ma wiele barw. Masz nurt twardy i protestowy, gdzie bity są ostre, a teksty uderzają w niesprawiedliwość. Dla tych raperów muzyka to forma aktywizmu – dokumentują życie w biedniejszych dzielnicach. Z drugiej strony znajdziesz coś bardziej osobistego i melodyjnego, gdzie liczą się emocje i eksperymenty z flow.
Sporo osób z podziemia nie boi się łączyć rapu z reggae czy rockiem. Mimo że dzisiaj w undergroundzie nie ma jednego głównego motywu, to i tak łączą ich wspólne zasady:
– niezależność od wielkich graczy i modnych trendów,
– lojalność wobec swojego osiedla i barrios,
– działanie w kolektywach, wspólne eventy i wydawanie płyt,
– korzystanie ze Spotify przy zachowaniu swoich zasad.
Niezależna produkcja i etos DIY jako filary podziemia
Całe to podziemie trzyma się na autogestión, czyli na tym, że wszystko ogarniają sami. To nie jest tylko stylówka, a konieczność, bo mainstream ich zlewa. Artyści sami kleją bity, nagrywają utwory w domowych studiach i promują się w sieci bez wielkiej kasy na marketing. Dzięki temu muzyka jest szczera i bez filtra.
Mimo że dzisiaj wszystko wygląda bardziej profesjonalnie, wciąż liczą się bitwy freestylowe. To był punkt zwrotny dla wielu talentów. Choć hip-hop stał się modny, underground dalej żyje w małych klubach, gdzie technika i flow są ważniejsze niż liczba wyświetleń. Ta wierność korzeniom sprawia, że argentyński rap jest jedyny w swoim rodzaju.
Wieczny puls argentyńskiego betonu
Argentyńskie podziemie to po prostu szczera opowieść o tym, co dzieje się w społeczeństwie. Od pierwszych kroków w Rosario po domowe studia w Buenos Aires – ta scena pokazuje, że szczerość to najlepsza waluta w świecie pełnym plastiku. Dopóki na przedmieściach słychać surowe bity boom-bapu i rymy o walce o lepsze jutro, podziemie będzie sercem i sumieniem tamtejszej kultury.