Piedmont blues, który nazywamy też bluesem piedmonckim, to kawał historii gitary ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Ten styl rozciąga się od Richmond w Wirginii aż po samą Atlantę w Georgii. Kiedy patrzę na tę muzykę z przełomu XIX i XX wieku, widzę w niej przede wszystkim życie Afroamerykanów z Maryland, Delaware czy Karoliny Północnej. To nie jest ten ciężki, dołujący blues z Delty. Tutaj poczujesz lekkość, rytm do tańca i zobaczysz muzyków, którzy wyczyniają na gryfach prawdziwe cuda.
Czym charakteryzuje się styl Piedmont blues i skąd pochodzi jego nazwa?
Sama nazwa wzięła się od regionu między Appalachami a oceanem. Właśnie tam, w cieniu fabryk tytoniu, ludzie połączyli wiejskie granie z miejskim szykiem. Ten blues rodził się w codzienności robotników i farmerów. Słychać go było na domówkach, ulicach i przy smażeniu ryb, czyli słynnych „fish fry”. Muzycy brali garściami z country, ragtime’u czy folku. Ich piosenki rzadko bywały smutne. Częściej słyszę w nich radość i chęć do zabawy, co sprawia, że ta muzyka po prostu wpada w ucho.
Wirtuozerska technika gry fingerstyle jako fundament brzmienia
Sercem tego wszystkiego jest fingerstyle. Chodzi o to, żeby gitara brzmiała jak pianino ragtime’owe. Kciukiem wybijasz rytm na basach, a resztą palców prowadzisz melodię na cieńszych strunach. Brzmi to gęsto, skacze w rytmie synkop i ma energię, której trudno się oprzeć. Artyści z Piedmontu mieli palce ze stali. Stroili gitary na dziesiątki sposobów, brali do rąk „dwunastki”, banja czy harmonijki. Ich biegłość do dziś budzi podziw u gitarzystów na całym świecie.
Najważniejsi przedstawiciele i legendarni muzycy regionu Piedmontu
Tę historię pisali konkretni ludzie, często tacy, którzy nie widzieli świata, ale słyszeli go lepiej niż inni. Blind Boy Fuller w latach 30. postawił poprzeczkę bardzo wysoko. Z kolei Blind Willie McTell z Georgii pokazał, co można wycisnąć z gitary dwunastostrunowej. Na liście tych, których po prostu musisz znać, są:
– Blind Boy Fuller – legenda, która dała początek wielu innym muzykom,
– Blind Willie McTell – mistrz opowieści i dwunastu strun,
– Reverend Gary Davis – kaznodzieja, który pokazał światu, czym jest prawdziwy fingerpicking,
– Blind Blake – człowiek, który technicznie wyprzedzał swoje czasy,
– Elizabeth Cotten – autorka hitu „Freight Train”, która grała lewą ręką na odwróconej gitarze,
– Etta Baker – świetna gitarzystka łącząca różne style regionu.
Swoje trzy grosze dorzucili też Barbecue Bob czy Pink Anderson. Razem stworzyli ten bogaty świat dźwięków wschodniego wybrzeża.
Rola kobiet i duetu Sonny Terry & Brownie McGhee w popularyzacji stylu
Często myślimy o bluesie jako o męskim świecie, ale w Piedmoncie to kobiety miały głos. Elizabeth Cotten zyskała sławę dopiero po sześćdziesiątce, udowadniając, że na muzykę nigdy nie jest za późno. Etta Baker też pokazała klasę swoim stylem gry i zainspirowała rzesze badaczy. No i nie zapominajmy o duecie, który tworzyli Brownie McGhee i Sonny Terry. Grali razem latami i podbili sceny największych festiwali. Sonny potrafił wydawać z siebie te radosne okrzyki, „whooping”, które w połączeniu z harmonijką stały się symbolem tego nurtu.
Dziedzictwo Piedmont blues i jego wpływ na folk revival
W latach 60. młodzi, jak Bob Dylan czy chłopaki z Allman Brothers Band, zaczęli masowo czerpać z tego grania. Dzięki nim starsi mistrzowie wrócili na sceny i mogli cieszyć się drugą młodością przed nową publicznością. Ta tradycja nie umarła wraz ze starym światem. Ludzie tacy jak John Cephas czy Phil Wiggins dbali o to, by ogień nie zgasł. Ostatnim z tej wielkiej szkoły był Boo Hanks, który odszedł w 2016 roku. Dziś każdy, kto uczy się grać fingerstyle na akustyku, nieświadomie korzysta z tego, co oni wymyślili.
Niegasnące echo strun ze wschodniego wybrzeża
Piedmont blues to nie jest sucha technika. To rytmiczna opowieść o życiu społeczności wschodniego wybrzeża. Mimo że powstał w trudnych czasach segregacji, przyniósł mnóstwo światła i lekkości. Dzięki Blind Blake’owi czy Elizabeth Cotten te synkopowane rytmy i śpiewne melodie wciąż z nami są. Inspirują każdego, kto szuka w gitarze czegoś więcej niż tylko kilku prostych akordów.