Belgia od dekad przypomina kulturowy kocioł, w którym to, co nowoczesne, nieustannie miesza się z dawnymi tradycjami. Jeśli przyjrzysz się zjawisku określanemu jako belgian experimental, zobaczysz odważną przestrzeń pełną surowego post-punku, precyzyjnej elektroakustyki i etnicznych rytuałów. Ta muzyka nie stanowi zwartego gatunku. To raczej gęsta sieć powiązań – od piosenek Jacques’a Brela, przez mroczny industrial, aż po dziwne hybrydy elektroniki z haitiańskim voodoo. Artyści chętnie współpracują z ludźmi z zagranicy i korzystają z silnego wsparcia instytucji, co pozwala im wychodzić daleko poza zwykłe ramy koncertowe.
Dziedzictwo post-punku i lokalne korzenie dźwiękowej rebelii
Korzenie dzisiejszej awangardy tkwią głęboko w lokalnym post-punku i rocku z przełomu lat 70. i 80. Trudno pominąć zespół Red Zebra z Brugii. Ich hit „I Can’t Live In A Living Room.” stał się symbolem epoki i przyniósł grupie spory sukces finansowy. Grupa co prawda się rozpadła, a powroty nie wyszły tak, jak planowali, ale ich wpływ na belgijską alternatywę widać do dzisiaj. Jednak na tę scenę wpływa znacznie więcej zjawisk. Usłyszysz tu echa chanson Jacques’a Brela, które pobrzmiewają u Stromae, ale też inspiracje muzyką afrykańską czy eurodance’em z lat 90. Fundamenty tego świata budują konkretne elementy –
– post-punkowy bunt z lat 70. i 80. skupiony na surowych gitarach,
– tradycja chanson, która dodaje całości literackiego sznytu i dramatyzmu,
– wpływy afrykańskie wynikające z historii i migracji,
– estetyka industrialna oraz dark wave budująca gęsty, mroczny klimat.
Rola instytucji i festiwali w kształtowaniu nowej estetyki
Rozwój belgijskiej sceny nie wydarzyłby się bez wsparcia instytucji i festiwali. Ważną rolę odgrywa Instytut Psychoakustyki i Muzyki Elektronicznej (IPEM) w Gandawie. To laboratorium i archiwum dźwięku w jednym. Artyści badają tam granice elektroakustyki, co daje im narzędzia do tworzenia świeżych form wyrazu. Pomagają też festiwale, choćby brukselska Ars Musica, która promuje projekty łączące naukę z dźwiękiem. W 1991 roku wykonano tam utwór Gérarda Griseya „Le Noir de l’Étoile,” w którym wykorzystano sygnały z pulsarów, czyli obiektów z kosmosu. Dziś taką platformą wymiany myśli jest festiwal Unsound w Brukseli. Dzięki niemu lokalni twórcy rozmawiają z artystami z całego świata, także z Polski.
The Ångströmers i rytualne wymiary elektroniki
Dzisiejsi eksperymentatorzy w Belgii coraz częściej zaglądają do antropologii. Dobrze pokazuje to duet The Ångströmers, który tworzą Nicolas Ripit Esterle i Frederic Alstadt. Ich projekty to dźwiękowe hybrydy łączące nowoczesną elektronikę z haitiańskim voodoo. Ci ludzie nie traktują etnicznych rytmów jako ciekawostki czy ozdobnika. Budują wokół nich głębokie, wręcz sakralne struktury. Pracują na polirytmii i nagraniach terenowych, co pozwala im stworzyć własny, unikalny język. Dzięki współpracy z muzykami z Haiti przesuwają granice tego, co w Europie rozumiemy pod hasłem muzyka taneczna. Wprowadzają do niej trans i sacrum.
Trance, EBM i granice muzyki klubowej
Belgia przecierała szlaki dla Electronic Body Music (EBM) i muzyki trance. Choć te gatunki kojarzą się głównie z klubami, mają w sobie sporo z eksperymentu. Twórcy tacy jak M.I.K.E. Push, autor hymnu „Universal Nation,” mocno wpłynęli na europejską elektronikę. Często zapomina się o szczegółach dotyczących grup industrialnych, ale to przecież Front 242 stworzyli surowe, mechaniczne brzmienie EBM, bez którego trudno zrozumieć belgijską tożsamość. Tamtejsza elektronika często balansuje między mainstreamem a podziemiem. Grupa Black Box Revelation wywodzi się z garażowego rocka i proto-punku, ale czerpie energię z lat 80. To pozwoliło im zdobyć uznanie na świecie i zgarnąć dobre recenzje nawet w „The New York Times.”
Polska i Belgia – wymiana idei na polu eksperymentalnym
Międzynarodowy charakter belgijskiej sceny przejawia się w częstych kolaboracjach z Polakami. Artyści spotykają się zazwyczaj tam, gdzie jazz i improwizacja łączą się z elektroniką. Przykładem jest kontrabasista Federico Stocchi, który regularnie bierze udział w projektach łączących oba te światy. Takie przedsięwzięcia zwykle kończą się na scenach festiwalowych, gdzie twórcy z Polski i Belgii wspólnie testują nowe techniki wykonawcze. Ta wymiana nie kończy się na samych koncertach. To również wspólne nagrania w studiach i projekty badawcze. Dzięki temu Belgia pozostaje jednym z najbardziej żywych miejsc na dźwiękowej mapie Europy.
Belgijski labirynt dźwięku – od tradycji do transu
Muzyka eksperymentalna w Belgii to przedziwna mieszanka. Surowy post-punk spod znaku Red Zebry spotyka tu kosmiczne pulsary Gérarda Griseya i haitiańskie rytuały duetu The Ångströmers. Silne wsparcie IPEM-u i odważne decyzje kuratorów festiwalowych sprawiają, że Belgia wciąż przoduje w szukaniu nowych sposobów ekspresji. Technologia służy tu do badania ludzkiej natury, a tradycja nakręca najbardziej radykalne pomysły. Jeśli zechcesz zgłębić tę scenę, czeka Cię podróż przez mroczne kluby Brukseli aż po mistyczne ceremonie voodoo. To jedno z najciekawszych zjawisk we współczesnej kulturze.