Spotkanie z optymizmem
Szum poranka unosił się nad osiedlem, kiedy pewna starsza pani z psem przekroczyła próg piekarni. Niby zwyczajny widok – ona, chustka w grochy, pies wiercący się przy nodze. Ale coś w jej uśmiechu zabłysło, jak rozbłysk latarni w mglistą noc. Ktoś, kto ją mijał, nie wiedział jeszcze, że 21 sierpnia to data wyjątkowa: Światowy Dzień Optymisty. To święto, ustanowione w 2016 roku przez polską Fundację „Jestem Optymistą” i jej inicjatora, Mariusza Pujszo, z założenia miało jedno główne zadanie – zarażać ludzi nadzieją. Brzmi patetycznie? Być może. A jednak ta niepozorna pani, która staje w kolejce po chrupiące bułki, mogłaby być najlepszym ambasadorem radosnego myślenia.
Podczas tego radosnego dnia zachęca się do uśmiechania się do nieznajomych, częstowania przyjaciół drobiazgami, a nawet do opowiadania (nawet nieco głupawych) dowcipów w windzie. To właśnie tu, między cichym westchnieniem przechodnia a dźwiękiem dzwonienia kubków w kawiarni, rodzi się potrzeba optymizmu – takiego, który przyjemnie drapie w serce i sprawia, że do najbliższego dnia wolnego dociera się z nienaruszonym poczuciem humoru. Światowy Dzień Optymisty przypada raz w roku, ale pomysł tkwi w tym, by jego iskra nie zgasła 22 sierpnia, tylko paliła się w codziennych wyzwaniach – od pospiesznego poranka po głośne kolizje przy zmywarce, gdzie dwie osoby starają się umyć kubki szybciej niż ta druga.
Historia radosnego święta
Początki tego międzynarodowego fenomenu wyrosły w Polsce, kiedy to Fundacja „Jestem Optymistą” postanowiła dać wyraźny sygnał do tego, aby wyrwać ludzi z marazmu i przykurzonych rutyn. Pierwszy raz Światowy Dzień Optymisty wystartował w 2016 roku. Perspektywa była prosta: uświadomić opinii publicznej, że warto wstać rano nie z grymasem a z uśmiechem. Z czasem data 21 sierpnia stała się symboliczną kotwicą, która przypomina, że pozytywne nastawienie może być skutecznym lekarstwem na zmęczenie codziennością.
Według założeń twórców i sympatyków tego święta, nie chodzi tu tylko o efemeryczne gesty. Największą wartość ma trwała zmiana spojrzenia na świat. Widać to w kampaniach społecznych czy w materiałach fundacji, których głównym hasłem jest „Zarażanie ludzi uśmiechem”. Wbrew pozorom, taka „infekcja” może być niesamowicie skuteczna – wystarczy okazjonalny żart, serdeczny komplement albo odrobina serdeczności. Mały gest bywa jak kamyk, który wywołuje lawinę życzliwych reakcji.
Korzyści dla zdrowia
Lekarze, psycholodzy i wszyscy, którzy lubią sprawdzać twarde dane, od lat przyglądają się optymizmowi jak rzadkiej roślinie, która mogłaby wyleczyć kilka problemów naraz. Okazuje się, że regularne pielęgnowanie pozytywnego myślenia może zmniejszyć ryzyko chorób układu krążenia, a także obniżyć stężenie kortyzolu, hormonu stresu, w organizmie. Badania opublikowane w American Journal of Epidemiology podkreślają, że osoby patrzące na świat przez pryzmat „dam radę” zamiast „o nie, znowu pod górkę” mają zauważalnie lepsze wyniki w testach kondycji i mniejsze skłonności do chorób serca.
Ponadto, z perspektywy długoterminowej optymiści żyją dłużej. Naukowcy z Boston University wykazali, że osoby pozytywnie nastawione mają większe szanse dożyć 85. urodzin. Ich organizm łatwiej radzi sobie z trudnościami dzięki lepszemu zarządzaniu emocjami i mniejszemu obciążeniu stresem. To trochę tak, jakby otaczająca aura uśmiechu działała jak wyimaginowany pas bezpieczeństwa: kiedy przeciwnością jest nagła dziura w drodze, optymista odruchowo przyjmuje perspektywę „damy radę ominąć tę przeszkodę” zamiast „oj, pewnie urwiemy koło”.
Moc pozytywnego myślenia
Pewnego słonecznego dnia, pani Barbara, zwana przez sąsiadów „uprzejmą Basią”, wpadła na pomysł, by w ramach uczczenia Światowego Dnia Optymisty ustawić przed swoim domem prowizoryczny bufet z lemoniadą – każdy mógł się poczęstować i z kimś w pobliżu zamienić kilka miłych słów. Był to drobiazg, ale zadziałał jak magiczny guzik: nagle ludzie zaczęli z sobą rozmawiać, zapominać o irytacjach, kawałek chodnika zamienił się w mini-piknik, a śmiech rozbrzmiewał częściej niż klaksony samochodowe w godzinach szczytu.
Dlaczego tak się dzieje, że jedno miłe słowo lub prosty gest potrafi odmienić czyjąś perspektywę? Optymizm stymuluje coś, co psycholodzy nazywają „efektem poszerzania i budowania”: pozytywne emocje rozszerzają pole uwagi, otwierają na nowych ludzi oraz możliwości, a następnie budują wewnętrzne zasoby – od poczucia pewności siebie aż po kreatywność. Jak ujął to kiedykolwiek James Branch Cabell: „Optymista twierdzi, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda”. Ta z pozoru przewrotna myśl świetnie pokazuje, jak wiara w pozytywne zakończenie staje się siłą napędową ludzkiego działania.
Uśmiech jako motor zmian
W tym optymistycznym kalejdoskopie, najprostszym, a zarazem niezwykle skutecznym narzędziem jest zwykły uśmiech. Nie potrzeba do niego pełnego konta bankowego ani przerobionej listy lektur motywacyjnych. Zgodnie z założeniami Światowego Dnia Optymisty wystarczy jeden szczery grymas twarzy, by rozpromienić nawet posępną atmosferę.
Drobny przykład: pan Jerzy, który prowadzi niewielki warzywniak, zauważył, że odkąd zaczął życzyć każdej osobie odwiedzającej jego sklep „miłego dnia”, ludzie stają się przyjaźniejsi dla siebie nawzajem. Znika pośpiech, ktoś przepuści sąsiada w kolejce, ktoś inny przyniesie jedną marchewkę do kasy, mówiąc: „Proszę, to prezent”. Może brzmi to jak bajka, ale wieloletnie obserwacje potwierdzają: zwykłe okazanie pozytywnego nastawienia wyzwala w innych gotowość do rewanżu. Słynne słowa Dolly Parton „Nie możemy kierować wiatrem, ale możemy ustawić żagle” chyba nigdy nie były bardziej na miejscu – to my decydujemy, w jaki sposób przyjmujemy codzienne zdarzenia, a uśmiech jest pierwszym, symbolicznym krokiem w dobrą stronę.
Badania i przykłady
W krainie nauki optymizm nie jest tylko mglistym hasłem, ale realnym czynnikiem wpływającym na zdrowie i funkcjonowanie społeczne. Poza statystykami z American Journal of Epidemiology i analizami z Boston University, istnieje również szereg innych dowodów na to, że życie z pozytywnym nastawieniem to nie fanaberia, a raczej skuteczna strategia przetrwania.
- Uniwersytet Pensylwanii (University of Pennsylvania) przeprowadził badania pokazujące, że osoby z wysokim poziomem optymizmu osiągają lepsze wyniki w pracy: mają wyższą motywację, lepiej radzą sobie z porażkami i częściej awansują.
- W Journal of Occupational Health Psychology opublikowano dane wskazujące, że ludzie podchodzący do wyzwań z zaufaniem we własne siły rzadziej ulegają wypaleniu zawodowemu i szybciej regenerują się po trudnych projektach.
- Badania ankietowe sugerują też, że osoby z pozytywnym podejściem mają bardziej satysfakcjonujące relacje – nawet jeśli tylko jedna osoba w związku jest optymistą, szanse na trwałe porozumienie rosną.
W praktyce oznacza to, że optymizmu nie należy zamykać w przestrzeni marzeń, ale raczej traktować go jak narzędzie do lepszego zarządzania codziennością. Niekiedy wystarczy wyjść na spacer w deszczowy dzień, zamiast wlepiać nos w szybę i narzekać. Innym razem pomocne okazuje się małe „przekolorowanie” problemu, czyli spojrzenie na niego z innej strony: „Ciągłe korki w mieście są irytujące, ale może to dobra okazja, by posłuchać ulubionego podcastu?”.
Proste kroki na co dzień
Światowy Dzień Optymisty, przypadający właśnie 21 sierpnia, może być znakomitą okazją, by rozpocząć praktykę pozytywnego myślenia na co dzień. Poniżej kilka sugestii, które nie wymagają wiele czasu, a potrafią rozbudzić w człowieku iskrę humoru, podobną do tej, która zapala się w oczach dziecka w biurze z lodami gratis:
- Lista małych radości Kiedyś, w pewnej dużej firmie, wdrożono akcję „Trzy dobre chwile dziennie”. Każdy pracownik notował wieczorem trzy pozytywne rzeczy, które spotkały go w ciągu dnia: udany żart w porannej rozmowie, sprawne zaparkowanie autem czy komplement od koleżanki. Po miesiącu okazało się, że zespół jest mniej zestresowany, a w razie kłopotów ludzie chętnie się wspierają. Zapisanie drobiazgów naprawdę może zmienić perspektywę.
- Podziękowanie w locie Zamiast patetycznych przemów, wystarczy spojrzeć kasjerowi w oczy i powiedzieć „dziękuję, miłego dnia”, kiedy podaje paragon. To drobna zmiana, a jednak bardzo znacząca – w pędzie łatwo zapomnieć, że mamy do czynienia z drugim człowiekiem, który też może mieć gorszą chwilę. Ta drobna interakcja potrafi rozjaśnić dzień obu stronom.
- „Pogodowa gra” Jeśli pogoda za oknem przypomina jesień polarną, a deszcz dudni o parapet niczym bębny na koncercie, wystarczy chwila zabawy. Zamiast zgrzytania zębami, można wygłosić zabawną zaklętą formułkę typu: „Może i pada, ale za to jak romantycznie szumi!” albo „Deszcz jest tu po to, by kwiaty się cieszyły”. Brzmi dziecinnie? Może tak, lecz właśnie dzieci często mają najzdrowsze podejście do rzeczywistości.
- Zarażanie śmiechem Początek bywa prosty: jeden (nawet głupi) dowcip w towarzystwie przy obiedzie. Albo kabaretowy skecz w przerwie na lunch. Humor rozprzestrzenia się szybciej niż plotki w niewielkim miasteczku. Wystarczy drobna iskra, by zapłonęła rwąca rzeka komizmu. A gdzie jest śmiech, tam mniej miejsca na zmartwienia.
- Plan na „dobry poranek” Projektowanie porannych rytuałów może brzmieć górnolotnie, ale wystarczy prosty schemat: ulubiona muzyka, łyk wody z cytryną, minuta na wyjrzenie przez okno. Według relacji wielu osób, które spróbowały tej metody, klucz tkwi w tym, by zaczynać dzień świadomie, a nie wrzucać się w wir obowiązków z rozczochranymi myślami.
Zakończenie z nadzieją
Kiedy sierpniowe słońce zaczyna powoli chować się za chmurami, świat nie gaśnie – przynajmniej nie ten, który żyje optymizmem. Czy to w Polsce, czy gdziekolwiek indziej, Światowy Dzień Optymisty jest jak mała, jaskrawa flara wśród morza codziennych spraw. Ale ta flara nie ma za zadanie tylko mrugnąć i zniknąć. Jej promień ma przeniknąć do codziennej rutyny, by przez resztę roku pomagać walczyć z drobnymi przeciwnościami losu.
Na koniec warto wspomnieć jeszcze jedne słowa, tym razem od Thich Nhat Hanha: „Nie ma drogi do szczęścia, to szczęście jest drogą”. Dla kogoś, kto wstaje rano w zagniecionej koszuli i stłuczonym telefonem, brzmi to może jak frazes, ale wystarczy popatrzeć na panią z psem przed piekarnią: ona daleka jest od wielkich deklaracji. A mimo to, jej ciężka torba z zakupami potrafi wydać się lekka, gdy na twarzy rozkwita jej szczery uśmiech. Być może to właśnie ta bezpretensjonalna radość jest najlepszą definicją optymizmu – bez wielkich ozdobników, za to z wielką mocą, która od pierwszego placka w piekarniku po ostatnie odprowadzone spojrzenie na ulicy mówi: „Wszystko będzie dobrze”.
Tak więc 21 sierpnia jest okazją, by spróbować widzieć świat jak trochę lepszy, a ludzi dookoła – jako trochę bardziej życzliwych. Zwłaszcza że, jak pokazują liczne badania i przykłady, uśmiech może mieć skuteczniejszy wpływ na organizm niż wiele tabletek uspokajających. Może dlatego każdy Światowy Dzień Optymisty kończy się konkluzją, że wcale nie musi trwać jedynie dobę. Uśmiech i pozytywne nastawienie mogą towarzyszyć każdemu – od pierwszych kroków w poniedziałkowy poranek aż po weekendowe przygody poza miastem. A ten, kto raz odkryje, jak przyjemnie jest żyć z uniesionymi kącikami ust, rzadko wraca do poprzednich przyzwyczajeń. Bo optymizm jest zaraźliwy, a jego echo wybrzmiewa jeszcze długo po tym, jak sierpniowe święto przemknie przez kalendarz.