2-step garage, znany szerzej po prostu jako 2-step, wywrócił brytyjską elektronikę do góry nogami na przełomie wieków. Zaczął się w Londynie pod koniec lat 90. jako naturalna kontynuacja klasycznego house’u i jungle. Przyniósł do klubów nową energię opartą na połamanych rytmach. Stał się mostem łączącym starą szkołę taneczną z basowym uderzeniem dubstepu czy grime’u. Nazwa wzięła się prosto z układu perkusji – producenci odrzucili przewidywalność i postawili na bujający, synkopowany groove, który kupił ludzi z podziemia i tych słuchających list przebojów.
Czym charakteryzuje się brzmienie 2-step garage?
Cała zabawa w 2-stepie polega na tym, że zapominasz o schemacie „four-on-the-floor”, czyli o stopie walącej równo cztery razy w każdym takcie. Tutaj kick drum celowo gubi niektóre uderzenia. Dzięki temu beat wydaje się lżejszy i mocno połamany. Ten rytm buja w specyficzny sposób, trochę jak w amerykańskim R&B od Timbalanda. Tempo trzyma się zwykle między 130 a 140 uderzeniami na minutę. To daje energię, ale zostawia sporo oddechu między dźwiękami. Jeśli chodzi o instrumenty, rządzi tu perkusyjne bogactwo i głęboki bas. W kawałkach usłyszysz:
– triplety i przesunięty rytm perkusji,
– werble uderzające w momentach off-beat,
– mnóstwo hi-hatów, rimshotów i woodblocków,
– miks żywych sampli z automatami perkusyjnymi.
Liniom basowym bliżej do jungle niż do klasycznego house’u – są niskie, aż trzęsą w środku i często ciągną całą melodię. Do tego dochodzą syntezatory i pocięte wokale, które dają tym kompozycjom soulowy klimat.
Skąd wzięła się popularność 2-stepu w Wielkiej Brytanii?
Korzenie 2-stepu siedzą w amerykańskim garage house’u od takich gości jak Masters At Work, Kerri Chandler czy Todd Edwards. Brytyjczycy w drugiej połowie lat 90. po prostu to przyspieszyli, dorzucili energię z jungle i drum’n’bassu. Tak powstał speed garage, który szybko zmienił się w bardziej pokręcony i technicznie skomplikowany 2-step. Momentem przełomowym był rok 1999. Kawałki takie jak „Sweet like chocolate.” duetu Shanks & Bigfoot czy „Re-rewind.” od Artful Dodger z Craigiem Davidem pokazały wszystkim, że połamany rytm wpada w ucho i świetnie zarabia.
Scena kwitła w londyńskich klubach i pirackich radiach, bo to one pchały nowe numery. 2-step dał ludziom świeżość, której brakowało w nudnym już wtedy house’ie. Połączył taneczny vibe z agresją ulicy i elegancją R&B. To z tego wyrosła cała dzisiejsza kultura UK bass.
Którzy artyści zdefiniowali historię 2-step garage?
Historię tego gatunku pisali producenci i didżeje, którzy najpierw grali w podziemiu. DJ Q to prawdziwa ikona – gość żył tym brzmieniem od dzieciaka. Jego połamane edity i autorskie numery do dziś wyznaczają standardy. Ważne były też wytwórnie i kolektywy, które drążyły mroczniejsze rejony garage’u, budując fundamenty pod narodziny dubstepu.
Pojawia się tutaj też polski wątek w historii elektroniki. MK Fever, legenda naszego jungle i drum’n’bassu, wyciskał siódme poty z takich maszyn jak Roland TR-808, SH-101 czy systemy modułowe. Chociaż robił inne rzeczy, jego podejście do basu i rytmu ma w sobie to samo, co słychać u brytyjskich pionierów. Na świecie ludzie kojarzą tę muzykę z markami typu Tempa czy Hyperdub, choć te weszły już bardziej w erę po garage’u.
W jaki sposób 2-step wpłynął na powstanie dubstepu i grime’u?
Wpływ 2-stepu na elektronikę widać gołym okiem. Na początku lat 2000. te mroczniejsze i bardziej surowe odmiany zaczęły zmieniać się w dubstep. Producenci docisnęli sub-bas i uprościli bity do minimum. Kompilacje w stylu „Roots of Dubstep.” świetnie pokazują tę drogę i to, jak bity garage’u stały się bazą dla nowej fali bass music.
W tym samym czasie 2-step dał kopa grime’owi – szybkie tempo i połamane rytmy stały się idealnym podkładem dla raperów. Wyskoczył też bassline, co świetnie pokazał hit „Heartbroken.” od T2. Nawet dzisiejsze gwiazdy house’u, jak Fisher czy Chris Lake, biorą z garage’u pełnymi garściami. To, co zaczęło się w Londynie w latach 90., wciąż żyje i hula w klubach na całym świecie.
Niegasnące echo połamanego beatu
2-step właściwie zmienił myślenie o rytmie i przemeblował brytyjską elektronikę. Producenci mieli odwagę olać schemat cztery na cztery i tchnęli w muzykę klubową nową duszę, łącząc surowość jungle z soulowym sznytem. Chociaż największy szał minął dawno temu, DNA 2-stepu znajdziesz w prawie każdym nowoczesnym basowym numerze. Od małych imprez w Londynie po festiwale w Japonii – ten synkopowany rytm i niski bas wciąż wyznaczają tempo na parkietach. Dobre pomysły po prostu się nie starzeją.