Czym dokładnie jest outsider house i jakie są jego korzenie?
Jeśli interesujesz się muzyką, pewnie zauważyłeś, że outsider house to coś więcej niż kolejny podgatunek. Narodził się na początku drugiej dekady XXI wieku jako głośny sprzeciw wobec komercyjnej papki, którą serwowały nam wtedy wielkie wytwórnie. Nazwę wymyślił brytyjski DJ Ben UFO w 2012 roku. I choć on sam po czasie zaczął kręcić nosem na sztywne szufladkowanie tej twórczości, określenie przylgnęło do brzmień powstających na obrzeżach głównego nurtu. Gatunek miesza w sobie deep house, techno, noise oraz ambient. Artyści postawili tutaj na niezależność. Świadomie rezygnują z wygładzonej produkcji na rzecz czegoś bardziej szczerego. Szukają emocjonalnej głębi w surowości, zamiast ścigać się o techniczną perfekcję. To właśnie ten brak polerki sprawił, że nurt stał się jednym z najciekawszych zjawisk undergroundu ostatnich lat.
Techniczne fundamenty surowego brzmienia i estetyka lo-fi
To, co od razu rzuci ci się w uszy, to estetyka lo-fi. Producenci wykorzystują tu techniki, które w tradycyjnym studiu ktoś mógłby uznać za błędy. Mówię o przesterach, zniekształceniach czy celowym obniżaniu jakości dźwięku. Całość brzmi często mętnie i szeleści analogowym szumem, co daje niesamowicie ciepły, niemal żywy klimat.
Najważniejsze cechy tego brzmienia to:
– niekonwencjonalne rytmy: producenci kochają tzw. off-kilter rhythms, czyli bity lekko przesunięte, które brzmią, jakby były na rauszu i nie trzymały się sztywno tempa,
– lo-fi i szorstkość: usłyszysz tu stłumione bębny i brudne dźwięki starej taśmy magnetycznej,
– eklektyczne sample: jazzowe pianino miesza się z ciepłą perkusją i motywami z funku czy soulu,
– struktura utworu: niby mamy tu klasyczny rytm, ale artyści wrzucają go w abstrakcyjne, dziwne pejzaże dźwiękowe.
Taka muzyka wciąga i wycisza. To świetna propozycja na parkiet w zadymionym klubie, ale równie dobrze sprawdzi się podczas spokojnego słuchania w domu.
Najważniejsi artyści i producenci kształtujący scenę
Całą scenę zbudowali ludzie, którzy nie bali się eksperymentów. Jednym z nich jest Terekke. Tworzy on głębokie, zamglone utwory o klimacie, którego nie da się pomylić z niczym innym. Delroy Edwards z kolei idzie w stronę surowości i brudu, łącząc house z noise’em, a nawet disco. Spójrz też na Anthony’ego Naplesa. Tworzy on subtelne kompozycje, w których lo-fi spotyka się z hipnotycznym deep house’em. Nie zapominajmy o Legowelcie. Ten holenderski wyjadacz miesza house z funkiem i electro, używając do tego całej masy analogowych sprzętów. Na playlistach często pojawiają się też Mutant Beat Dance czy Time Wharp. Dziś tę energię podtrzymują tacy twórcy jak TSHA, Sweely czy Johannes Kolter, znany jako DJOKO. Nawet jeśli nie grają czystego outsider house’u, to w ich muzyce czuć tego samego, wolnego ducha.
Wytwórnie płytowe jako filary niezależnej elektroniki
Bez odważnych wydawców ten gatunek pewnie by nie przetrwał. Na pierwszym planie widzę nowojorską oficynę L.I.E.S. Records. To tam wychodziły najbardziej bezkompromisowe płyty, które miały w sobie coś z punkowej energii. Kolejna ważna nazwa to Lobster Theremin. Ta wytwórnia pokazała nową falę nurtu, łącząc szorstkość z melancholią. Do tego dochodzi kanadyjski label 1080p, gdzie dom znalazło wielu eksperymentatorów. Te wytwórnie stawiają na winyle i kasety. Dzięki temu zbudowały wokół siebie społeczność ludzi, którzy cenią autentyczny przekaz bardziej niż miliony odsłuchań w serwisach streamingowych.
Ewolucja nurtu w stronę lo-fi house i vaporwave
W połowie lat 2010. outsider house zaczął się zmieniać i tak powstał lo-fi house. Został brud, ale doszło więcej smutku, ironii i estetyki rodem z nurtu vaporwave. DJ Seinfeld, DJ Boring czy Ross From Friends to twarze tej zmiany. Wrzucili do muzyki sentymentalne sample i mgliste melodie, co szybko podbiło internet. Ta zmiana pokazała, jak elastyczny to gatunek. Z surowych brzmień przeszedł w stronę nostalgii, ale nie stracił przy tym charakteru. Puryści mogą marudzić na różnice między starymi wydaniami L.I.E.S. a nowymi hitami, jednak obie te strony łączy miłość do niedoskonałości i ucieczka od sterylnych studiów nagraniowych.
Rewolucja w niskiej rozdzielczości
Outsider house udowodnił, że w świecie idealnie czystych dźwięków cyfrowych wciąż chcemy słuchać szumu i brudu. Chociaż największy boom przypadł na lata 2010., to produkcje powstające po 2020 roku pokazują, że ten nurt wciąż się rozwija. Artyści pokroju Terekke czy Anthony’ego Naplesa sprawiają, że to wciąż jeden z najbardziej wpływowych kierunków w elektronice. To muzyka dla osób, które w prostym rytmie „cztery na cztery” szukają czegoś więcej niż tylko rozrywki. Szukają prawdy ukrytej w analogowych błędach i nieoczywistych dźwiękach.