Ny Roots – co to za gatunek muzyczny?

Termin ny roots rzadko trafia do sztywnych encyklopedii muzycznych, ale jeśli kręcisz się wśród kolekcjonerów winyli, na pewno o nim usłyszysz. To coś więcej niż gatunek – to konkretny moment w historii, kiedy jamajskie roots reggae spotkało się z surowym, miejskim klimatem Nowego Jorku w latach 70. i 80. Kingston dało światu duchowość i rastafarianizm, ale to w nowojorskim betonie ta muzyka nabrała zupełnie innego sznytu. Kiedy puls basu uderzył o mury metropolii, powstało brzmienie, które szanuje tradycję, ale jednocześnie śmiało bawi się nową technologią dostępną w tamtejszych studiach.

Czym dokładnie jest zjawisko ny roots i skąd wzięło się w Nowym Jorku?

Ny roots wyrosło z dużej fali migracji Jamajczyków, którzy w latach 70. zaczęli szukać szczęścia w Stanach. Brooklyn i Bronx szybko nasiąkły ich kulturą – na ulicach czuć było jamajskie jedzenie i słychać specyficzny akcent. Emigranci zabrali ze sobą miłość do reggae, a przy okazji potrzebę dbania o własną tożsamość w nowym, często szarym i twardym środowisku. Roots reggae ze swoim buntowniczym przekazem pasowało tu idealnie.

Muzyka z Nowego Jorku stała się jednak bardziej surowa i oszczędna niż nagrania Boba Marleya czy grupy The Abyssinians. Zamiast słońca usłyszysz tu echo ciemnych korytarzy i tę specyficzną melancholię kogoś, kto tęskni za wyspą, siedząc w środku wielkiego miasta. Tak właśnie narodziło się „brzmienie z północy.”

Jaką rolę w budowaniu legendy ny roots odegrało studio Wackie’s?

Trudno opowiadać o nowojorskim reggae i nie wspomnieć o Lloydzie Barnesie, czyli słynnym Bullwackie’m. To on rozkręcił studio i label Wackie’s na Bronksie, które szybko stało się sercem całej sceny. Barnes wziął jamajskie patenty na dub i podkręcił je w swoim stylu – stworzył duszne, lekko brudne brzmienie lo-fi, które fani rozpoznają po kilku sekundach. Wackie’s nie było zwykłym studiem, ale miejscem spotkań, gdzie legendy z Jamajki nagrywały ramię w ramię z chłopakami z sąsiedztwa.

To studio wypracowało metody, które stworzyły charakter nowojorskiego dubu:
– używanie głębokiego, niemal duszącego pogłosu i echa, co nadawało nagraniom mistyczny klimat,
– wykorzystywanie ograniczeń starego sprzętu do wykręcenia „brudnego”, analogowego ciepła,
– postawienie na ciężki bas, który w nowojorskim wydaniu stał się jeszcze bardziej surowy,
– nagrywanie lokalnych artystów łączących jamajski skank z amerykańskim soulem.

Dzięki Bullwackie’emu ny roots przestało być kalką jamajskich wzorców. Stało się osobnym stylem, który przyciągał takie sławy jak Horace Andy, szukający odświeżenia w betonowej dżungli.

W jaki sposób kultura sound systemów wpłynęła na ulice Nowego Jorku?

Bez kultury sound systemów, czyli tych wielkich, domowej roboty kolumn, ny roots po prostu by nie istniało. W latach 70. i 80. te sesje spajały jamajską społeczność w Nowym Jorku. Tylko że tutaj imprezy wyglądały inaczej niż na wyspie – zamiast pod gołym niebem, ludzie gnietli się w piwnicach i loftach. To wymusiło inny sposób grania i nawijania.

Sound systemy służyły jako gazeta i radio w jednym – tam słyszało się najnowsze numery, zanim ktokolwiek inny o nich pomyślał. Rywalizacja między ekipami, czyli legendarne sound clashe, nakręcała producentów do tworzenia coraz cięższych rytmów. Bas trzęsący murami Brooklynu był jasnym sygnałem, że jamajska kultura zadomowiła się w sercu Ameryki. To właśnie te wibracje zainspirowały dzieciaki, które chwilę później stworzyły coś zupełnie nowego.

Czy ny roots stanowiło fundament pod narodziny wczesnego hip-hopu?

Mało kto wie, jak mocno ny roots wpłynęło na początki hip-hopu. DJ Kool Herc, ojciec chrzestny rapu, przyjechał przecież z Jamajki i po prostu przeniósł techniki sound systemowe na grunt nowojorski. Wycinanie fragmentów rytmicznych, tosting, który stał się rapowaniem, czy samo podejście do nagłośnienia – to wszystko ma korzenie w reggae i dubie.

Myślę, że gdyby nie ta silna scena na Bronksie, wczesny hip-hop mógłby wyglądać zupełnie inaczej. DJ-e z Nowego Jorku nauczyli się od Jamajczyków, jak budować napięcie i traktować muzykę jako formę buntu. Ny roots dało im gotowe rozwiązania techniczne, ale też duszę muzyki, która nie boi się komentować tego, co dzieje się na ulicy.

Jakie są najważniejsze albumy i postacie nurtu ny roots?

Choć to scena niszowa, zostawiła po sobie mnóstwo świetnych płyt. Wayne Jarrett, The Itals czy dziewczyny z Love Joys to absolutne podstawy. Dzisiaj ich winyle, wydawane kiedyś w małych nakładach, kosztują fortunę i są marzeniem każdego kolekcjonera.

Jeśli chcesz zagłębić się w tę muzykę, sprawdź te rzeczy:
– współpraca Horace’a Andy’ego z Wackie’s, z której wyszły jego najbardziej mroczne i wciągające numery,
– albumy duetu Love Joys łączące tradycyjne śpiewanie z ciężkim, nowojorskim dubem,
– seria kompilacji „Roots & Culture” dokumentująca życie sceny na Brooklynie i Bronksie.

W tych nagraniach czuć specyficzną energię – miejski niepokój, którego nie znajdziesz na Jamajce. Ta atmosfera do dzisiaj inspiruje ludzi tworzących muzykę basową, od klasycznego dubu po nowoczesny dubstep.

Betonowe wibracje w sercu metropolii

Historia ny roots to opowieść o tym, jak tradycja zmienia się pod wpływem nowego miejsca, nie tracąc przy tym charakteru. Nowojorskie reggae połączyło duchową Jamajkę z twardą, amerykańską ulicą. I choć złote czasy tego nurtu to lata 70. i 80., to echo tego basu wciąż słychać w nowoczesnej elektronice. Te korzenie okazały się na tyle silne, że przebiły się przez najgrubszy asfalt metropolii.

Udostępnisz?