22 września – Światowy dzień bez samochodu – jak zadbać o środowisko wybierając alternatywne środki transportu

22 września - Światowy dzień bez samochodu – jak zadbać o środowisko wybierając alternatywne środki transportu

Wprowadzenie i pierwszy dzwonek

W czwartek rano, gdy miasto jeszcze przeciągało się w blasku latarni i mrugało zaspanym światłem w oknach, pojawił się ciekawy znak, że nadchodzi Światowy dzień bez samochodu. Na osiedlowym parkingu, do niedawna pełnym rzędu błyszczących karoserii, nagle widać było przynajmniej kilka pustych miejsc. Kilkoro przechodniów, owiniętych szalikami i uzbrojonych w kubki z kawą, rzuciło zdziwione spojrzenia, jakby właśnie odkryli skarb. Można było usłyszeć szum liści, a nie jedynie warkot silników. Stojące nieopodal drzewa wydawały się przyklaskiwać temu nietypowemu zjawisku. Ten ledwo uchwytny moment, kiedy cisza wygrywa z klaksonami, jest często pierwszym dzwonkiem zapowiadającym, że zbliża się wyjątkowy dzień w roku.

Właśnie 22 września, który uznaje się za Światowy dzień bez samochodu, ludzie w różnych zakątkach globu przypominają sobie, że czterokołowy „król szos” może czasem ustąpić miejsca rowerom, tramwajom albo po prostu… wygodnym butom. Pomysł brzmi z początku dość zabawnie, bo przecież bez auta, w opinii wielu osób, trudno zrobić duże zakupy czy zdążyć do pracy. A jednak w tym szczególnym dniu miasta nabierają innego kolorytu. Wystarczy krótkie poranne spojrzenie na pustszy niż zwykle pas ulicy, by zrozumieć, że za akcją stoi coś więcej niż tylko eko-hasło. To także nieoczekiwane chwile oddechu dla zanieczyszczonego powietrza, zastrzyk humoru dla rowerzystów, którzy z dumą zajmują pasy ruchu, i nieco mniej nerwowego pośpiechu w komunikacji miejskiej.

Badania wskazują, że emisja spalin, zwłaszcza w zatłoczonych miastach, jest jedną z głównych przyczyn zanieczyszczeń powietrza. Wzdłuż głównych dróg szczególnie wysokie są stężenia tlenków azotu i pyłów zawieszonych, co nie tylko szkodzi ludziom, ale też tworzy nieprzyjazną atmosferę dla roślin czy zwierząt. Celem Światowego dnia bez samochodu jest więc rozładowanie tego problemu, choćby jednorazowo, a także pokazanie, że rezygnacja z auta wcale nie musi być jak spacer na bosaka po rozżarzonych węglach. Wystarczy odrobina planowania i poczucia humoru, by odkryć spacerowe ścieżki w okolicznym parku, rowerową trasę nad rzeką czy zgrabnie zsynchronizowane rozkłady jazdy pociągów i tramwajów.

Najpiękniejsze w całej idei jest to, że obejmuje ona nie tylko jeden dzień w roku. To raczej punkt zwrotny, który zachęca, by częściej wybierać alternatywne środki transportu. Gdy uda się zacząć, brak kluczyków w dłoni może stać się tak naturalnym przyzwyczajeniem, jak poranna kawa. A dla tych, którzy obawiają się roztopionych włosów i sponiewieranego makijażu podczas pedałowania w deszczu, natura wcale nie jest tak złośliwa. Wystarczy sprawdzić prognozę pogody, założyć przeciwdeszczową kurtkę i ruszyć w drogę bez obaw, tym bardziej że na wielu odcinkach w Polsce pojawiły się wygodne ścieżki rowerowe.

Jak to się wszystko zaczęło

Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że Światowy dzień bez samochodu jest pomysłem zrodzonym w epoce wzmożonego ekologicznego zainteresowania. Jednak historia sięga o wiele dalej. W źródłach można odnaleźć wzmianki o inicjatywach ograniczających ruch samochodowy już w latach 70. XX wieku, gdy świat zmagał się z kryzysem paliwowym. Wówczas wielu kierowców, chcąc nie chcąc, przesiadło się na rowery czy publiczny transport. Pierwsze wzmianki o zorganizowanym „Dniu bez samochodu” pojawiły się w Reykjaviku, Bath i La Rochelle w połowie lat 90., a nieco później zaczęto łączyć te inicjatywy w ramach globalnej kampanii zachęcającej do rezygnacji z aut chociaż na jeden dzień.

W 2000 roku był już głośny przykład Bogoty w Kolumbii, gdzie Car-Free Day stanowił nie lada wyzwanie: zakaz wjazdu dla prywatnych samochodów dotyczył całego miasta i to w dzień powszedni. Mieszkańcy chętnie wsiedli na rowery i autobusy. Lokalne kawiarnie zanotowały wzrost liczby gości, ludzie mieli więcej okazji do spacerów, a poziom hałasu znacząco spadł. Jak wskazują organizatorzy, ta jedna akcja zbudowała silniejszą świadomość ekologiczną i doprowadziła do dyskusji o konieczności wdrażania systemowych zmian w ruchu drogowym.

Od tamtej pory pomysł nabrał światowego rozmachu. W Indonezji pierwszy Car Free Day odbył się w 2007 roku w Dżakarcie, a od 2012 roku w każdą niedzielę główne arterie miasta są zamykane od wczesnego poranka do przedpołudnia. W Polsce „Dzień bez samochodu” oficjalnie wystartował w 2004 roku, gdy Ministerstwo Środowiska objęło patronat nad wydarzeniem. W niektórych miastach pojawiły się wtedy bezpłatne przejazdy komunikacją publiczną. Do dziś akcja jest nieodłączną częścią Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu, a 22 września stanowi przełomowy moment, kiedy w niejednym miejscu na planecie można usłyszeć radosny brzęk rowerowych dzwonków zamiast pisku opon.

Co ciekawe, w Izraelu, choć nie ma oficjalnego Car Free Day, w czasie święta Jom Kipur wszelki ruch samochodowy w zasadzie zamiera, co skutkuje imponującym, bo aż 99-procentowym spadkiem zanieczyszczeń powietrza. Widać więc, że nawet bez formalnego hasła „Światowy dzień bez samochodu”, idea może się urzeczywistnić wtedy, gdy ludzie zgodnie postanowią przez chwilę dać odpocząć silnikom.

Korzyści dla środowiska i zdrowia

Powietrze bywa kapryśne, zwłaszcza w dużych miastach. Czasem pachnie spalinami, czasem przypomina mgłę pełną drobinek smogu. W kwestii zdrowia nie warto jednak podejmować ryzyka. Wysokie stężenia pyłów zawieszonych i tlenków azotu (NOX) w okolicach ruchliwych dróg potrafią uprzykrzać życie nie tylko alergikom, lecz także osobom z chorobami układu krążenia i układu oddechowego. Właśnie dlatego Światowy dzień bez samochodu bywa traktowany jako chwila wytchnienia. Każdy litr niezapalonej benzyny to trochę czystszego powietrza, mniej hałasu i mniejsza emisja gazów cieplarnianych.

Rezygnacja z auta oznacza również korzyści dla zdrowia kierowców i pasażerów. Zamiast siedzieć w korku, wiele osób decyduje się tego dnia przejść pieszo przynajmniej część trasy. Przy okazji spala się kalorie, dotlenia mózg i pobudza endorfiny, które wcale nie potrzebują benzyny, by dodać człowiekowi energii. Osoby wybierające rower w codziennych dojazdach często zauważają, że mają więcej energii przez resztę dnia, rzadziej łapią przeziębienia, a kolana i stawy, wbrew mitom, wcale nie cierpią, jeśli jedzie się w odpowiednio dopasowanym rowerze. Dla niektórych to wręcz rytuał oczyszczania myśli przed rozpoczęciem pracy.

Innym powodem, dla którego warto pamiętać o tym dniu, jest aspekt finansowy. Kierowanie się w stronę transportu publicznego albo roweru bywa tańsze niż regularne tankowanie, ubezpieczenia i serwisy samochodowe. W kilku polskich miastach 22 września można podróżować komunikacją miejską bezpłatnie, co stanowi miły bonus, a na co dzień ułatwia przekonanie się do porzucenia auta przynajmniej czasowo. Jeśli ktoś uwielbia liczyć złotówki, wówczas szybki podgląd w rachunki może udowodnić, że przyjemne spacery i rowerowe podróże nie obciążają portfela tak jak stacje benzynowe.

Przykłady z różnych stron świata

Historia pokazała, że kampanie typu Car Free Day mogą mieć rozmaite oblicza w różnych krajach. Na przykład w Chinach w 2007 roku zainicjowano „Green Transport and Health Week”, który kończył się dniem bez samochodu w kilkunastu miastach. Mieszkańcy chętnie przerzucali się wtedy na transport ekologiczny. Wiele z nich doceniło spadek hałasu i świeższe powietrze, co motywowało do rozszerzania tej inicjatywy.

Z kolei w Indonezji wspomniana już Dżakarta zamienia się w niedziele w prawdziwe rowerowe miasteczko, gdzie główne ulice przynależą pieszym i rowerzystom. Nie brakuje stoisk z lokalnym jedzeniem, muzyki na żywo i wspólnych treningów fitness czy jogi. Można się zatem poczuć trochę jak na wesołym festynie, a przy okazji nie dusić się w czterech ścianach samochodu.

W Kolumbii, a konkretnie w Bogocie, projekt poszedł jeszcze dalej. Wprowadzono dni całkowicie wolne od prywatnych aut, co wymagało specjalistycznych przygotowań. Mieszkańcy zapełnili wtedy ulice kolorowymi rowerami, hulajnogami czy nawet rolkami, a kawiarnie i sklepy zanotowały wzrost obrotów. Niektórych zaskakuje ten efekt, bo wydaje się, że kierowcy, bez samochodu, rzadziej wyruszają na zakupy. Jednak wiele osób wybiera się na spacery rodzinne i przy okazji wpada po lody czy pamiątki, a zatrzymanie się na kawę bywa częstsze, gdy nie trzeba martwić się o miejsce parkingowe.

Inny przykład, niemal symboliczny, stanowi Izrael i dzień Jom Kipur, kiedy to zakaz ruchu pojazdów jest wpisany w szersze obrzędy religijne. Efekt czystego powietrza daje się tam odczuć natychmiast, co stanowi żywy dowód na to, jak duży wpływ mają samochody na stan atmosfery. Można by pomyśleć, że jest to efekt chwilowy, ale skala zmian w tak krótkim czasie zapada w pamięć i zachęca do kontynuacji nawyków ograniczających spaliny.

W Polsce do najprostszych działań należy udostępnianie darmowych biletów na transport publiczny w Warszawie, Krakowie, Poznaniu czy Wrocławiu. To zawsze przyciąga osoby, które w innych okolicznościach nie miałyby przekonania do jazdy tramwajem, pociągiem albo metrem. Dodatkowo można zauważyć, że w dniu wolnym od samochodu Polacy chętniej zamieniają kluczyki na karty miejskie, a w niektórych miastach widok setek rowerzystów w centrum nikogo nie dziwi. Poczucie kolektywnej radości, szansa na niespieszne rozmowy z innymi pasażerami i odkrycie nowych tras spacerowych wciąż rozświetla 22 września.

Alternatywne środki transportu

Kiedy pada hasło: „zostawcie auta w garażu”, wiele osób zastanawia się, czym w takim razie mogą się poruszać. Odpowiedzi jest zaskakująco wiele. Rower, hulajnoga, komunikacja miejska, a w niektórych miejscach nawet elektryczne skutery stanowią ciekawą alternatywę. W większych polskich miastach rower miejski stał się powszechnym widokiem. Stacje wypożyczenia wyrastają niczym grzyby po deszczu, a sam proces jest prosty i intuicyjny.

Zwolennicy spacerów cieszą się ze świeżego powietrza i możliwości zauważenia detali, które umykają kierowcy zamkniętemu w metalowej kabinie. Kto by pomyślał, że zwykła przechadzka do pobliskiego sklepu może przynieść tyle satysfakcji. Można poczuć zapach świeżo upieczonego chleba w piekarni za rogiem, zobaczyć uśmiech przechodnia i usłyszeć świergot wróbli okupujących drzewo przy chodniku. To chwile, które w codziennym biegu często przechodzą niezauważone.

Oczywiście, transport publiczny w dalszym ciągu jest wymieniany jako najlepsza opcja w miastach, gdzie rozwinięta siatka połączeń autobusowych, tramwajowych i kolejowych pozwala z łatwością dotrzeć w różne zakątki. Dla osób mieszkających na przedmieściach pociąg regionalny bywa szybkim i ekonomicznym zamiennikiem samochodu. Fakt, że w Światowy dzień bez samochodu zwykle oferowane są darmowe przejazdy, stanowi dodatkowy atut. Tym bardziej, że rozkłady jazdy w wielu aglomeracjach zostały skoordynowane tak, by dojeżdżać do celu zminimalizowanym wysiłkiem.

W ostatnich latach rośnie popularność aut elektrycznych i hybrydowych, chociaż w myśl idei dnia bez samochodu chodzi raczej o wyłączenie ruchu prywatnych pojazdów spalinowych. W Krakowie władze samorządowe pracują już nad strefą czystego transportu, która ma ograniczyć wjazd najbardziej zanieczyszczających aut. To tylko dowodzi, że można wprowadzać długofalowe zmiany: zaczynając od jednego symbolicznego dnia, który przypomina, że środowisko naturalne nie jest studnią bez dna.

Sposoby na udział w akcji

Niektórzy twierdzą, że zapomnieliby o tej inicjatywie, gdyby nie znajomi na Facebooku lub kolorowy plakat na przystanku. Wcale nie trzeba jednak być eko-rycerzem, by włączyć się w Światowy dzień bez samochodu. Nawet małe kroki mogą zrobić różnicę. Wystarczy odpowiednie nastawienie i odrobina przygotowania. Poniżej kilka sposobów, jak rozsądnie i z uśmiechem wziąć udział w akcji:

  1. Zostaw kluczyki w domu. Najprostszy i najważniejszy punkt. Przez jeden dzień nie korzysta się z samochodu. Gwarancja przygody i gwarancja pozytywnych zaskoczeń.
  2. Wybierz ciekawą trasę pieszą. Jeśli do biura jest daleko, można wysiąść z autobusu kilka przystanków wcześniej. Krótki spacer z rana potrafi dodać energii, zwłaszcza jeśli uda się trafić na słoneczną pogodę.
  3. Postaw na rower. To nie tylko oszczędność paliwa, ale też sposób na poprawę kondycji. Jeśli ktoś obawia się stromych wzniesień, zawsze można wybrać rower elektryczny. Dzięki temu pedałowanie staje się przyjemnością bez ryzyka spoconych pleców.
  4. Korzystaj z darmowej komunikacji. W wielu środkach transportu publicznego 22 września przejazdy są bezpłatne. Autobus, tramwaj czy pociąg może zatem stać się frajdą, zwłaszcza gdy zechce się wsiąść w innej dzielnicy i pozwiedzać swoje miasto od nowej strony.
  5. Zorganizuj wspólne dojazdy. Jeśli ktoś naprawdę nie może rozstać się z samochodem, warto pomyśleć o carpoolingu. Zebranie kilku osób jadących w podobne miejsce pozwala ograniczyć liczbę aut na drogach i dzielić się kosztami. Wprawdzie idea nie jest stuprocentowo zgodna z mottem dnia bez auta, ale i tak to ogromne ograniczenie spalin.
  6. Podziel się wrażeniami. Fotografowanie, nagrywanie telefonem krótkich filmów czy publikowanie postów w mediach społecznościowych może przekonać kolejne osoby, by spróbowały zamienić kierownicę na bilet komunikacji miejskiej lub rower. Humor bywa najlepszym przekazem marketingowym.

Powyższe wskazówki nie zajmują wiele czasu. Wystarczy jeden poranek i odrobina fantazji, by odkryć, jak przyjemne bywa miasto pozbawione chociaż części zgrzytu silników. Dla jednych to tylko eksperyment na jeden dzień, dla innych zaś początek nowego stylu życia.

Podsumowanie i echo

Światowy dzień bez samochodu jest niczym chwila komediowego przerywnika we frenezji miejskiego rytmu. Raz na jakiś czas pomniki motoryzacji ustępują miejsca spokojowi, czystemu powietrzu i niepozornym odgłosom, które wcześniej ginęły w kakofonii trąbiących klaksonów. Miasto zyskuje nowy wymiar: pachnie lepiej, wygląda jaśniej i odzywa się przyjaźniejszym echem. W Izraelu, Polsce, Indonezji czy Kolumbii ten jeden dzień potrafi rozpalić ogniska pozytywnych zmian. Dla jednego kierowcy będzie to okazja, by zawiesić tablicę rejestracyjną na kołku i odkryć, że dociera do celu wcale nie wolniej dzięki rowerowi. Inny zauważy, że spacer do pracy przywodzi mu na myśl wspomnienia z wakacji i ładuje baterie równie skutecznie, co mocna kawa. Jeszcze inny, w kolejce do tramwaju, zawrze znajomość z kimś, z kim nigdzie indziej by się nie spotkał.

Gdy dzień dobiega końca, a samochody znów opuszczają garaże, można zauważyć subtelne poruszenie w społecznej świadomości. Być może ktoś postanowił, że odtąd dwa czy trzy razy w tygodniu wybierze komunikację miejską. Być może inna osoba uzna, że wykupi karnet na miejskie rowery. Niewielkie rezygnacje z auta składają się na większą całość: czystsze powietrze, mniejszy hałas i bardziej zadowoloną społeczność miejską. Liczy się to, co zostaje w pamięci po ostatnim gwizdku akcji. A zostaje zazwyczaj myśl, że nasze codzienne wybory mają znaczenie i wpływ na środowisko oraz jakość życia.

Dziejowa anegdota głosi, że jedynie masowe działania ludzi są w stanie zapewnić miastom oddech. Ten dzień, 22 września, pokazuje, że masowy wysiłek nie musi być męczący czy marynistycznie nudny. Wręcz przeciwnie, może być pełen przygód, nowych zapachów, miłych rozmów na przystankach oraz lekkich nóg uradowanych jazdą na rowerze. Gdy mija północ i ulice znów rozbrzmiewają typowym szumem opon, w powietrzu wciąż pozostaje echo tej cichej, acz intensywnej radości miasta, które potrafiło na jeden dzień schować samochody i przywitać się z przechodniami piechotą. W końcu nawet najkrótsza chwila bez spalin potrafi przynieść ogromną ulgę planecie, a zarazem wywołać uśmiech na twarzach mieszkańców. Pytanie brzmi, czy 22 września to tylko epizod, czy też zalążek codziennej rutyny. Nawet jeśli dziś pewne ulice znowu się zakorkują, pamięć czystego powietrza i wolniej bijącego rytmu miasta jeszcze przez chwilę nie da o sobie zapomnieć.

Udostępnisz?